18 października 2012

O skarbach dolnośląskich

Miejska legenda (ang. urban legend) – pozornie prawdopodobna informacja rozpowszechniana w mediach, Internecie bądź w kręgach towarzyskich, która budzi wielkie emocje u odbiorców, zazwyczaj nieprawdziwa.
Wikipedia

Ostatnio znowu padło na skarby. I na strażników. Że są, że trzeba szukać. I na dziury, sztolnie, tunele.

Zastanawiałem się, co jest przyczyną fenomenu dolnośląskich skarbów. Mitycznego, zakopanego pod każdą górą złota wrocławia albo bursztynowej komnaty. Według mnie można wyróżnić kilka czynników. O tym poniżej. Swoją drogą - ciekawy temat na rozprawę doktorską dla socjologa. W skrajnych przypadkach - pewnie i dla psychiatry.

Czym jest skarb, czyli bogactwo jest względne
Dla ludności przybyłej po roku 1945 ze wschodu Dolny Śląsk, mimo, że był jednym z biedniejszych w Niemczech, mógł dawać wyobrażenie bogactwa i skarbów. Ogromne, dobrze urządzone i wyposażone domy i gospodarstwa na wsi, kamienice w miastach. Rozwinięta (w porównaniu z Polską wschodnią) infrastruktura. Kolej, drogi, sklepy. Woda bieżąca, maszyny rolnicze. Inny standard.

Nie chcę powielać stereotypów (panie, na wschodzie to tylko kurne chaty, jak oni tu przyjechali, to w kiblu to głowę myć chcieli). Nie ulega jednak wątpliwości, że różnice były ogromne.

Przyjechali, urządzili po swojemu. Mieli dzieci, a potem ich dzieci. A to tu trochę podupadło, a to świat poszedł na przód. Wraz z nim standardy życia. Dla dzieci światło w domu i alpakowy serwis to już żadne skarby. A te dzieci słyszały o tym, że jak dziadek  (ojciec) przyjechał, to tu takie skarby byli. Po Niemcach! Ale oni co mogli, to i tak schowali pewnie!

Młodzi ludzie rozglądają się więc dookoła. Widzą to, co i my widzimy. I pytają: no, to gdzie te skarby? Ktoś schował...

Dziś możemy tego nie rozumieć. Bo mamy internet, mamy miliony zdjęć produkowane każdego dnia przez wszystkich, dla nikogo. Dziś wszystko jest dokumentowane, aż do bólu. Co za problem sprawdzić, jak wyglądało nasze miasto przed 20 laty? Ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu podstawą życia codziennego był ciągle przekaz ustny.

Tunele do Berlina
Górniczej przeszłości Dolnego Śląska nie trzeba specjalnie opisywać. Kilkusetletnia historia górnictwa regionu sprawiła, że niemal każda miejscowość w górach i na pogórzach miała swoje sztolnie i kopalnie. Oczywiście, informacje o lokalizacji sztolni były (i są poniekąd dalej) niedostępne szerokiemu gronu. Nie każdy ma ochotę i czas prowadzić długie badania archiwalne i terenowe; kiedyś było to wręcz niemożliwe. 

Tymczasem lokalizacja większości dawnych kopalni jest w pewnych kręgach powszechnie znana. I bynajmniej nie są to kręgi działaczy Werwolfu Freies Deutschland. Z różnych względów nie jest to wiedza ogólnie dostępna. Głównie dlatego, że większość przypadkowych bywalców i poszukiwaczy ma brzydki zwyczaj niszczenia podziemnego świata (tudzież jego mieszkańców). Poza tym nie jest to zajęcie zbyt bezpieczne. Elitarność (w sensie niedostępności dla każdego) chodzenia po dawnych wyrobiskach budzi wśród zwykłych ludzi podejrzenia. 

No, bo przecież on pod ziemie nie chodzi dlatego, żeby się pobrudzić...

Propaganda
Na ziemiach zachodnich, wcielonych po roku 1945 do Macierzy panował chaos. Administracja wczesnego PRLu nie mogła poradzić sobie zarówno z żywiołem niemieckim, dawnymi działaczami polskiego podziemia, jak i z różnej maści pospolitymi przestępcami. Ale fason trzeba było trzymać. Legenda Werwolfu, czy wrogich band podtrzymywana była przez władze, sankcjonując czasem faktyczne bezprawie w wykonaniu służb bezpieczeństwa i milicji. 

Odwiedziny
W latach 70. XX wieku dla obywateli Niemiec stało się możliwe odwiedzanie terenów za żelazną kurtyną. Nie wszyscy na to się zdecydowali, niemniej jednak od tego okresu odwiedziny dawnego Heimatu stały się zjawiskiem dużo bardziej częstym. Z mieszaniną strachu i ciekawości Niemcy przyjeżdżali m.in. na Dolny Śląsk. Niekiedy owocowało to nowymi znajomościami (np. gdy dawni mieszkańcy wykazywali  na tyle śmiałości, aby odwiedzić bezpośrednio nowych gospodarzy). Często jednak Niemcy przyjeżdżali, fotografowali, odwiedzali miejsca, które z różnych (osobistych) powodów darzyli szczególnym sentymentem.

Podjechał samochód. Rejestracje z enerefu. Wysiadło dwóch mężczyzn. Poszli w las. Zniknęli gdzieś za kapliczką. Po chwili wrócili, coś małego jakby nieśli. Wsiedli do samochodu, odjechali. Nikt ich tu więcej nie widział.

Takie sytuacje miały miejsce często. Bo pod kapliczką Günter pierwszy raz pocałował Inge. I przyjechał, z przyjacielem z sąsiedniej wsi. Sam by się bał. Po trzydziestu latach, żeby tą kapliczkę zobaczyć. 

Reszta to najczęściej wyobraźnia.

No, bo po co on tam do tego lasu polazł? Przecież tam nic nie ma, drzewa tylko i kupa kamieni...

Autochtoni
Wszyscy Niemcy nie zniknęli z Dolnego Śląska w ciągu dwóch dni. Nawet dwóch miesięcy, czy dwóch lat. Wielu z nich zostało, bo byli potrzebni w przemyśle czy rolnictwie. Z Rząsnika ostatnia grupa Niemców wyjechała w drugiej połowie lat 50. Część z nich integrowała się z nową społecznością i zostawali; inna grupa w żadnym razie. Stanowili dość izolowaną grupę i na ile było to możliwe, żyli nadal w obrębie swojej społeczności. 

No, to o czym szemrają tam w swoim gronie? Dlaczego, gdy Polak podchodzi do takiej grupki, to nagle wszyscy milkną? 

Po sąsiedzku mieszka jeszcze taki C., Niemcy go odwiedzają. W ogóle matka to Niemka była. I oni mu tysiąc euro miesięcznie płacą, że im pilnuje. Strażnikiem jest.

Znam C. Ja zresztą też jestem ponoć strażnikiem, bo po lesie z psem na smyczy chodze.

Skarb prawdziwy
Dolny Śląsk rzeczywiście stanowił doskonałe miejsce na ukrycie skarbów. Nie, nie takich domowych (bo wiadomo, że każdy Niemiec miał na podorędziu skrzynkę sztabek ze złotem). Pod koniec wojny, w totalnym chaosie i panicznej ucieczki na zachód, transporty ewakuowanych dzieł sztuki czy dokumentów rzeczywiście często kończyły swoją drogę w dolnośląskich sztolniach, kamieniołomach czy piwnicach. Sporo zostało znalezione tuż po wojnie. Części  nie udało się odnaleźć (mit bursztynowej komnaty). Część jeszcze odnajdziemy, części pewnie nigdy.

Rzeczywistość skrzeczy
A dzisiaj? Co tu robić, jak nic nie ma do roboty? Z ziemi już nie wyżyjesz. Z PGRu też nie. Pić można, ale trzeba mieć za co. Beznadzieja i brak perspektyw. Czyja to wina? Wiadomo, ich, onych, bo przecież że nie nasza. Ale... los się musi odmienić. Stąd życie nadzieją, że kiedyś się coś znajdzie. Skarb. A potem, to już nic nie będzie trzeba robić. Tylko żyć i pić. Codziennie whisky. Samochód to taki sobie kupię. I dom postawię. I nic nie będę robić. 

Beznadzieja i brak perspektyw kreuje takie postawy życzeniowe. Że kiedyś, raz, los się odmieni. I nie będzie jak teraz. Tylko trzeba znaleźć. A wiadomo, że coś zostawili. Bogaci przecież byli. Przecież to Niemcy. Wiadomo, pieniądze to mają i mieli. Mercedesy same. 

Urban legend
Wobec powyższych okoliczności już dość wcześnie zaczęły się kształtować swego rodzaju miejskie legendy. W różnych (czasem odległych) miejscach powtarza się podobne historie, w których poszczególne elementy bywają  dostosowywane do odpowiednich realiów. 

Na przykład: wszędzie można usłyszeć, że tuż po wojnie matka / babka opowiadającego pasła na łące /  pod lasem / pod skałką / na górce (itd.) kozy / krowy (itd). Jedno ze zwierząt ucieka do lasu - ona idzie szukać. Trafia na otwór w ziemi (sztolnię, wjazd w środek góry, itd) z charakterystycznymi linkami  w poprzek -  synonim zaminowania. Boi się, nie wchodzi do środka, zabiera zgubione zwierzę. Później w okolicy widziano samochód z niemieckimi rejestracjami (tuż po wojnie!), nigdy więcej dziury w ziemi nie udało się odnaleźć. 

Podobnie - niemal w każdej miejscowości istniał (istnieje) pałac, dwór, bądź znaczący w okolicy budynek. W większości miejscowości spotkamy kogoś, kogo ojciec / brat / dziadek (itd) za młodu w piwnicach tej budowli wchodził do bliżej niezidentyfikowanego tunelu, po czym się wycofywał (bo zabrakło światła / bał się zaminowania / itd). Z nieznanych bliżej przyczyn nikt nigdy nie dotarł do końca tych tuneli, jednak wiejską legendą jest, że wiedzie aż do Wlenia [czyt. wszyscy wiedzą, bo brat tego wujka, co nie żyje był kiedyś na końcu], bądź innej miejscowości lub znaczącego obiektu w raczej nieprawdopodobnej odległości (np. 25 km).

I nie wytłumaczysz, że logicznie rzecz biorąc nie ma to absolutnie żadnego sensu (i przy całym szaleństwie aparatu III Rzeszy - również wtedy nie miało).

* * * 

Na koniec: jaka jest moja teza? Mimo, że skarby, małe czy wielkie, chowane niewątpliwie były, większość opowieści działa na zasadzie miejskiej legendy, do której powstania walnie przyczyniły się uwarunkowania historyczne i społeczne. Obecnie żyje już własnym życiem. I jak każda miejska legenda - ewoluuje. 

PS. Jako, że jestem ponoć Strażnikiem, tekst ten miał na celu wyłącznie dementować podgłoski na temat dolnośląskich skarbów. Te prawdziwe są. Jako Strażnik wiem gdzie, ale przecież nie powiem.

10 komentarzy:

  1. No tak... ja też lubię czasem podywagować, jakby to było pięknie, gdybym wygrała "szóstkę" w lotto (nie, nie whisky codziennie, ale samochód TAKI to i owszem) ;-) A Ty tu tak z grubej rury - nie ma i szlus!
    Przyznaj się lepiej - gdzie te skarby?!
    Do Ciebie przecież też jacyś z RFN niedawno przyjeżdżali...
    Ściskam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziury w ziemi... tunele... wjazdy dla ciężarówek...zamurowane drzwi... Każda z tych dróg prowadzi do skarbu, który jest na wyciągnięcie ręki i...
    "Nagle wiatr moim oknem skrzypnął
    Ja się obudziłem, a garbaty anioł zniknął..." :)
    (Monika)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawi mnie, czy kiedy wszyscy będą już wykształceni, urządzeni, racjonalni..., czy będą wówczas zdolni do tworzenia takich Mitów. Mitów przez duże M, bo dają nadzieję opowiadającym, sprawiają, że uśmiechną się do swoich wyobrażeń i rano wstaną z łóżek i będą czekać.Będą żyć mimo wszystko. Nie wiem, czy pozbawiony Mitów człowiek, mógłby żyć...? Myślę, że raczej nie. Chyba,że stałby się Innym Człowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Raczej nie, bo pomijając wszystko inne, mamy coraz więcej wykształconych, a coraz mniej Wykształconych.

    OdpowiedzUsuń
  5. No a co Ty tam niby robisz na tym zadupiu? Skąd masz kasę? Niemcy Ci płacą jak nic!
    Zresztą, jak tylko pilnujesz, to nie wiesz, gdzie są skarby, bo byś już wykopał i zwiał :P
    Podjadę jutro, to pokopiemy za Twoją chałupą :)

    OdpowiedzUsuń
  6. no własnie .... za chałupą masz staw, pewnie i tam zatopione masz skarby....
    a swoja droga co nieco w każdej bajce jest prawdy....
    czasami warto pomarzyć..... :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Tego posta powinieneś zgłosić do konkursu;). Czytelniczki "Wróżki" i fani niejakiego Marka Chromicza z "Nowin Jeleniogórskich" i "Muzycznego Radia" niniejszym dostały(-li) porządnego kopa w jaja!:)
    PS. Pilnuj, "Niemcze", pilnuj- ten post tak na prawdę ma odwrócić uwagę od PRAWDY, ale NAS nie nabierzesz! ;D (Marcin)

    OdpowiedzUsuń
  8. MAM TERAZ 34 LATA. Mój dziadek zajął po wojnie zabudowania po cegielni ulokowane w lesie w okolicy Wojcieszowa, Swierzawy. Początkiem lat 90 przyjechało do niego dwóch niemców w wieku około 40. Wskazali za szopka w odległości ok. 50 metrów od głównych zabudowań na starą brzoze. Mówili, że są pod nią zakopane przez ich dziadka ważne dokumenty istniejącej nadal wielkiej firmy. Poprosili i szpadle i poszli kopać. Ich zapał szybko minął i odjechali nic nie znajdując. Natomiast mój dziadek z ojcem się napalili i spędzili przy tym drzewie około dwóch tygodni opkopujac prawie w większości na głębokość ok 1.5 metra i także zrezygnowali. Każdy o tym zapomniał. Po kilku latach dziadek umarł a brzydkim zwyczajem wykopana dziura była zasypywana śmieciami domowymi. I nie wiem co mnie tchnelo chyba z nudów postanowiłem przekopac pozostałość nie ruszona przez dziadka. Użyłem kilofa i szpadla. Nie uwierzycie! Po 20 minutach kilofem uderzyłem w szkło które się pod ziemią rozbiło.serce zaczęło mi walić. Rękoma rozgarnolem ziemię nad tym szklep. Okazało się, że był to stary sloik. Nakretka metalową przerdzewioala. W środku rozbitego szkła był zwij dokumentów. Byłem wtedy nastolatkiem i wziąłem te dokumenty do rąk aby je rozwinąć i wowoczas wszystko się rozsypalo. Być może tam jeszcze coś jest ale nigdy więcej nie szukałem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Także wiedziałem jeszcze z mapamy które trzeba było odczytywać termicznie i pokazywały plany podziemnycj tuneli pod nysa luzycka i wejście poprzez zasypaną studnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nieder Schlesien nie był najbiedniejszym - jak chce Autor artykułu - lecz jednym z najbardziej rozwiniętych pod względem gospodarczym regionów Cesarstwa Niemieckiego, a później III Rzeszy. Zasobny w surowce mineralne(rudy metali, kamień), eksploatowane na szeroka skalę już w XIX wieku, doskonale rozwinięta infrastruktura i turystyka. Pałaców i zamków więcej niż w dolinie Loary. Niemieccy mieszkańcy tych ziem musieli je opuścić jedynie z bagażem podręcznym. Jeśli mieli coś więcej - musieli zostawić. Stąd garnki na piecu i porcelana w kredensie, które znajdowali polscy osadnicy. Niektórzy Niemcy, licząc, że powrócą zakopywali swoje "skarby" w ogródku. Dla jednego skarbem była nowa puchowa pierzyna, dla innego serwis porcelanowy czy srebrne sztućce. Do tego doszły sukcesywnie odnajdywane przez Polska ekipę skrytki Grundmana, w których ukryte były dzieła sztuki i prawdziwe "skarby". Tak narodziła się legenda. I stała się największym skarbem tych ziem.

    OdpowiedzUsuń